Christmas adventure

In general, my blog is supposed to be about England, rather than about me. However, if there’s one thing that you should know about me, it will be the fact that I adore Christmas. Absolutely, implicitly and eternally. ‘Home alone’, ‘Elf’, mulled wine, Christmas tree, Christmas presents, Christmas decorations, Christmas carols… yep, that’s sooo me ;)! I’m writing it because the two next post on my blog will regard Christmas period. But it won’t be too sweet… hopefully ;).


Mój blog jest generalnie o Anglii, aniżeli o mnie. Jeśli jednak jest coś co powinniście o mnie wiedzieć to to iż całkowicie, bezgranicznie i dozgonnie uwielbiam Święta Bożego Narodzenia. “Kevin sam w domu”, “Elf”, grzaniec, choinka, prezenty, dekoracje, kolędy… mhm, cała ja ;)! Piszę to dlatego, że dwa kolejne posty dotyczyć będą właśnie okresu świątecznego. Nie będzie jednak zbyt słodko… mam nadzieję 😉

 

The south of England, where any sign of snow means that people won’t even think about going out, is not the best place to feel Christmas spirit so familiar to Poles. The snow is something so natural to us that nobody would be surprised to walk to work on the white pavement at the end of November. Not in England though… It is so hard for me to feel a bit of Christmas in here without snowy, frosty weather. Especially, that this year December is not much different from the fall. Maybe except from the colourful leaves or sun which are no longer here… 😦
Therefore, I came up with the idea of going to the best place that will allow me to feel a bit of Christmas atmosphere- London. And here comes another useful fact worth bearing in mind for future visits on my blog- I love London. Literally. So don’t be surprised if in the future you’ll see here more London-themed posts. It is sacrosanct to me, that’s why it was really hard for me to write what I’m about to write… This time London (at the beginning) didn’t impress me. Moreover, it dispirited me.


Południe Anglii, gdzie jakakolwiek oznaka śniegu powoduje, iż większość ludzi nie pofatyguje się nawet wystawić stopy poza próg domu, nie sprzyja świątecznemu klimatowi, do którego przywykli Polacy. Śnieg jest dla nas czymś naturalnym podczas zimy i nikt się nie zdziwi wychodząc do pracy pod koniec listopada, iż kroczy po białym chodniku. Niestety Anglia inną jest… Ciężko mi tutaj wprawić się w klimat Świąt bez mroźnej, śnieżnej aury. Zwłaszcza tegoroczny grudzień nie różni się praktycznie niczym od jesieni. No może brakiem kolorowych liści na drzewach oraz brakiem… Słońca :(.
Dlatego też wpadłam na pomysł, iż najlepszym miejscem, które umożliwi mi choć trochę poczuć świąteczną atmosferę jest Londyn. I tutaj kolejny fakt, który również warto znać odwiedzając mojego bloga- kocham Londyn. Dosłownie. Nie zdziwcie się, gdy w przyszłości zobaczycie tu więcej londyńskich postów. To moja świętość. Dlatego ciężko mi było pisać to co za chwilę napiszę… Londyn tym razem (początkowo) mnie nie zachwycił. Wręcz zniechęcił.

 

Once upon a cloudy day off I got on a train and sped to London Victoria. As a London fan, I didn’t really have a plan of the journey, which would include all the most important attractions because I’ve already seen them all. I wanted to visit the places which would help me to feel Christmas spirit.
After seeking some of my friends’ advice, I’ve decided that the first point of my journey would be one of the most luxurious department stores in the world, Harrods. But first I had to get there somehow. The experience has taught me that I shouldn’t bother to go anywhere without Oyster card, so I topped it up and embarked on a journey to sightsee… London underground.


Pewnego pochmurnego dnia wolnego od pracy wsiadłam do pociągu i pomknęłam na London Victorię. Jako fanka Londynu nie zakładałam sobie planu wizyty, który zawierał wszystkie najważniejsze atrakcje miasta gdyż zwyczajnie je już wszystkie widziałam. Chciałam za to odwiedzić miejsca, które wprawiłyby mnie właśnie w świąteczny klimat.
Zasięgając porady kilku znajomych, pierwszym celem, który sobie obrałam był jeden z najpopularniejszych luksusowych domów handlowych, Harrods. Jakoś jednak musiałam tam dotrzeć. Nauczona doświadczeniem, że bez Oystera ani rusz, doładowałam swoją kartę i ruszyłam zwiedzać… londyńskie metro.

 

Fast and… comfortably?

As hard as it is to believe, it was one of my first journeys using the tube in the UK’s capital. During two previous occasions, I had some company and I did not really pay attention to details. This time, I was on my own. The first thing which I really want to point out is that London tube is EXCELLENT when it comes to the designation. Travelling is so intuitive that even the least experienced travellers will get where they want to get. All they need to know is the name of the station they have to get off at and the name of the line which goes there and voila! A definite plus.
Unfortunately, the whole pleasure of travelling was destroyed by the people. Loads. Everywhere. 
Running. I have an impression that if you’re in London with some company you do not notice it that much. When you’re alone, the sudden feeling dawns on you: ‘Where are they all running? Maybe I should be doing it as well?’. Suddenly, you get the feeling that you should apologise for not being in the rush because it seems like everyone else has more important stuff to do than you and you’re only getting in the way. It may sound stupid, but this pressure didn’t let me relax for most of the time spent in London. And this was a disadvantage. Big time.

Luckily, the first part of my journey did not take a long time. Soon enough I got to the Harrods and my mood improved once I saw a huge building seen so many times in the pictures. Unfortunately, again- not for long.


Szybko… ale czy wygodnie?

Aż trudno uwierzyć, ale to była jedna z moich pierwszych podróży tym środkiem transportu w stolicy Wielkiej Brytanii. Dwie poprzednie okazje pamiętam wybiórczo, poza tym miałam wtedy towarzyszki podróży i nie do końca przywiązywałam uwagę do detali. Tym razem byłam zdana tylko na siebie. Pierwsze co pragnę zauważyć to to iż londyńskie metro jest DOSKONALE oznaczone i poruszanie po nim jest tak intuicyjne, że nawet laik podróży bez problemu dotrze tam gdzie chce dotrzeć. Wystarczy tylko znać stację, na której ma się wysiąść i linię, którą można tam dotrzeć i voila! To na plus. Niestety, całą przyjemność podróży odebrali mi ludzie. Dużo. Wszędzie. Pędzą. Gdy w Londynie jest się z kimś mam wrażenie, że nie zwraca się na to aż takiej uwagi. Gdy jest się samemu, nagle ogarnia Cię uczucie: „Gdzie oni tak biegną? Może ja też powinienem/powinnam?”. Nagle ma się wrażenie, że powinno się przeprosić za to, że nigdzie się nie spieszy, bo każdy ma sprawy ważniejsze od Twoich, a Ty tylko im przeszkadzasz. Może brzmi to dziwnie, ale ta presja nie pozwoliła mi się odprężyć przez większość mojego pobytu w tym mieście. I to niestety na minus. Wielki minus.

Na szczęście pierwsza część podróży nie trwała długo. Bardzo szybko dotarłam do Harrodsa i mój humor poprawił się znacznie gdy zobaczyłam ogromny budynek wielokrotnie widziany na zdjęciach. Niestety znów nie na długo.

DSC_0017edit
Harrods!

 

Rich man’s paradise

Entering the shop you could indeed feel like during Christmas… Boxing Day, to be precise (more about that in the next post). Choosing London’s most famous department store as one of the attractions to visit in December I did not expect to see deserted mall. That’s why I chose a Tuesday- far enough after the weekend, so that all the tourists should have left by now, and far enough to the fallowing one so that they haven’t arrived yet. Noon is also a comfortable hour because all of the people should be at work or lunch, not doing Christmas shopping. Sadly, my logic helped only a little. It was busy. Of course, not as much as it would be during the weekend but enough to make me start classifying that journey as one of the worst London adventures I’ve ever had.
Fortunately, not all the floors in the famous Harrods looked like the ground floor, so I had the chance to relax a bit and admire the view. It’s good that I took my friends’ advice. Harrods turned out to be the perfect place to feel more like Christmas. 2 out of 7 enormous floors hosted the most beautiful and Christmassy decorations I’ve ever seen. The rest of them allowed me to see how the department store can be transformed into a piece of art. From food, clothes and household goods displays to luxurious liquor stores and wineries. Anyway, see for yourself:


Raj dla bogaczy

Wchodząc do sklepu zaiste można było poczuć się jak podczas Świąt, a dokładniej jak podczas… wyprzedaży w Drugi Dzień Świąt (więcej o tych w następnym poście). Jadąc do Londyńskiego centrum handlowego, w grudniu nie spodziewałam się raczej pustego sklepu. Dlatego też wybrałam wtorek – na tyle „późno” po weekendzie, że turyści zdążyli już wyjechać i na tyle „wcześnie” przed następnym, że nie zdążyli jeszcze przyjechać. Południe to też czas na tyle komfortowy, że większość mieszkańców powinna go spędzać albo w pracy, albo na lunchu. Nie na świątecznych zakupach. Niestety moja logika pomogła tylko trochę. Było tłoczno. Oczywiście nie tak jak byłoby w weekend, bo tego sobie nawet nie chcę wyobrażać, ale na tyle tłoczno, że częściowo moją podróż zaczęłam już klasyfikować do najgorszych londyńskich przygód w moim życiu.
Na szczęście nie wszystkie piętra w sławnym Harrodsie wyglądały tak jak parter, więc miałam okazję chwilę się odprężyć i popodziwiać. Dobrze, że posłuchałam rad znajomych. Harrods okazał się jednak idealnym miejscem na poczucie świątecznej atmosfery. 2 spośród 7 ogromnych pięter mieszczą w sobie najpiękniejsze i najbardziej świąteczne dekoracje jakie kiedykolwiek widziałam. Pozostałe z nich pozwoliły mi zobaczyć jak z centrum handlowego można stworzyć dzieło sztuki. Począwszy od wystaw artykułów spożywczych, ubrań, przez wystawy artykułów gospodarstwa domowego, aż do luksusowych sklepów alkoholowych i winiarni. Zresztą, sami zobaczcie:

DSC_0023edit
One of the food stations in Harrods

IMG_1631edit

DSC_0031edit
Another food station, this time with cakes 😀
IMG_1634edit
Chocolates!
IMG_1637edit
Delicious Christmas tree
IMG_1640edit
Strawberries covered with chocolate… Didn’t really want to leave that place 😛
DSC_0033edit
Tea counter. Looks like the one from some old movie.

DSC_0037edit

IMG_1645edit

DSC_0039edit
Wines
IMG_1646edit
Spirits
IMG_1649edit
Corridor with the entrances to rooms with superbrands clothes’ displays
IMG_1648edit
One of the superbrands room
DSC_0043edit
And another one

 

It doesn’t mean that I felt perfect in there, though. Somehow, all of that reminded me of one big make believe created for the rich in order for them to feel better by buying goods, which are not really  of better quality, just more expensive than those in ‘normal’ shops. People dressed in the best brands and people on the other side of the counter, trying to please fussy loaded customers. I felt a bit like Kevin from ‘Home Alone 2: Lost in New York’ who wandered around the best shops and hotels in the city but came from a completely different ‘planet’


Nie znaczy to jednak, że czułam się tam doskonale. Wszystko to jakoś przypominało mi wielką szopkę dla bogaczy, którzy żeby poczuć się jeszcze lepiej przychodzą kupić rzeczy nie lepsze jakościowo od tych w większości „normalnych” sklepów, ale droższe z racji miejsca nabycia. Ludzie ubrani w najlepsze marki i ludzie po drugiej stronie lady, którzy wychodzą ze skóry usługując kapryśnym bogaczom. Poczułam się trochę jak Kevin sam w Nowym Jorku, który chodzi sobie po najlepszych sklepach i śpi w najlepszych hotelach, ale jest „z całkiem innej planety”.

DSC_0020edit
Bagpiper in front of Harrods
DSC_0055edit
The last look at Harrods before I leave…

DSC_0062edit

 

After the whole morning adventure in the tube, despite all above mentioned, I did not really fancy leaving Harrods. However, the crowd wasn’t that bad this time and I could peacefully get to the second point scheduled for today, which was a Christmas market. London hosts plenty of them each year, but I picked Tate Modern Christmas Market. The reason why is probably the fact that to get there I were to walk one of my favourite ways. And then, I must admit, I felt exactly what I went there for. Dusk, city lights, Christmas lights and trees, St. Paul’s Cathedral, Millennium Bridge and Christmas market emerging in the distance.


Po całej porannej przygodzie w metrze, mimo wszystko, ciężko mi było opuścić Harrodsa. Jednak tym razem tłok nie był aż tak dotkliwy i spokojnie mogłam dotrzeć do drugiego celu mojej podróży jakim był Jarmark świąteczny. W Londynie jest ich multum, jednak ja wybrałam sobie Tate Modern Christmas Market. Pewnie dlatego iż trasa, która tam prowadzi jest jedną z moich ulubionych. I tutaj muszę przyznać, że poczułam dokładnie to po co przyjechałam do Londynu. Zmrok, oświetlone budynki, lampki i choinki, Katedra Św. Pawła, Millenium Bridge i wynurzający się z oddali jarmark świąteczny.

DSC_0087edit
St Paul’s Cathedral
DSC_0076edit
St Paul’s Cathedral
DSC_0098edit
Shard seen from the Millennium Bridge

DSC_0082edit

DSC_0129edit
St Paul’s Cathedral seen from the south bank of the Thames

 

The magic of contradictions

The last point of my visit completely outshone my previous negative experience from the first half of the day. I have an impression that since the moment I left Harrods everything changed as if by magic. Sad, gloomy and busy morning London turned into magical, friendly and festive evening London. I don’t know if it’s Christmas lights’ magic or maybe a well-bred Englishman’s simple gesture of giving me the place in the tube. Maybe it was a random acquaintance made with a photography lover on the Millenium Bridge or the variety of pieces of art sold in London’s Christmas market. Maybe my heart melted because of the sound of the music played by street art performers, which accompanied my walk on the south bank of the Thames. Maybe it was extremely nice staff working in one of the restaurants, who didn’t want to add service charge to my bill (which I gladly paid, though). Or maybe London is just full of contradictions, starting with people who push you and ending with the ones who selflessly help you find the way to the right couch of the train. Maybe this is the secret of London’s magic, which left me happier than I expected to be on my way back to Eastbourne. One thing is certain- my feelings to London haven’t changed. However, now I see all the downsides of the city and despite them I still adore it… I think it must true love 😉


Magia sprzeczności

Ostatni punkt podróży całkowicie przyćmił moje negatywne doświadczenia z pierwszej połowy dnia. Mam wrażenie, że od momentu wyjścia z Harrodsa wszystko odmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zły, punury i pędzący poranny Londyn zamienił się w magiczny, przyjazny i świąteczny wieczorny Londyn. Nie wiem czy to magia lampek świątecznych, czy może zwykły gest ustąpienia miejsca w metrze przez dobrze wychowanego Anglika. Może to przypadkowo nawiązana znajomość z miłośnikiem fotografii na Millenium Bridge lub różnorodne dzieła sztuki sprzedawane na londyńskim jarmarku. Może za serce chwyciła mnie muzyka ulicznych grajków, która towarzyszyła mi w podróży po południowym brzegu Tamizy albo przemiła obsługa przybrzeżnej restauracji, która była skłonna nawet podarować mi napiwek, który ja bardzo chętnie jednak do rachunku doliczyłam. A może Londyn jest po prostu pełny sprzeczności począwszy od popychających Cię ludzi, a skończywszy na bezinteresownej pomocy w dotarciu do odpowiedniego przedziału w pociągu. Może w tym właśnie tkwi magia tego miejsca, która w drodze powrotnej do Eastbourne pozostawiła mnie szczęśliwszą niż sobie wyobrażałam, że będę. Jedno jest pewne- moje uczucia do Londynu pozostały niezmienne. Jednak teraz, gdy dostrzegam liczne wady miasta i mimo to dalej je uwielbiam… to chyba prawdziwa miłość 😉

DSC_0114edit
Christmas tree at Tate Modern Christmas Market
DSC_0116edit
Carousel at the Christmas Market
DSC_0122edit
Those are handmade 3D Christmas cards. Amazing!

DSC_0120edit

DSC_0109edit
And those were pictures resembling letters taken throughout London. You could choose from them and form your own words!



2 thoughts on “Christmas adventure

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s